Ostatnio w warszawskim Antykwariacie spotkałem się z zespołem Sun Control Device. Powody spotkania były dwa. Po pierwsze, to młoda kapela, która jeszcze nie wydała płyty, ale która ma spore szanse, aby porządnie namieszać na polskim rynku muzycznym. No i po drugie, chciałem się dowiedzieć, jaka jest geneza powstania nazwy zespołu oraz tytułu pierwszej EPki („…ab ovo” – przyp. red.). Poza uzyskaniem odpowiedzi na te frapujące mnie pytania, rozmawialiśmy też o tym, co łączy Sun Control Device z Metalliką, zbliżającym się występie zespołu podczas Before Party przed koncertem Czterech Jeźdźców w Polsce i planach na ten rok. A dokładniej rozmawiałem z gitarzystą Piotrkiem Jędrzejowskim i perkusistą Markiem Adamkiem.*

*Rozmowa przeprowadzona dla Overkill.pl

Łukasz Mróz: Sun Control Device, to po polsku Urządzenie Kontrolujące Słońce. Można o tej nazwie powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że jest rock and rollowa.

Piotrek Jędrzejowski: Tak, ale zespół też nie jest  do końca rock and rollowy. To jest bardziej rockowa alternatywa bez rock and rollowego zacięcia. A jeśli chodzi o genezę, to jak wszystko co dobre, jest kradzione…

Ja nie słyszałem wcześniej tej nazwy.

PJ: Jeden z warszawskich zespołów – nie podam Ci teraz nazwy, bo nie pamiętam, sorry chłopaki! – nagrał kiedyś numer, który nazywał się „Sun Control Device”.  A my z nazwą woziliśmy się półtora roku i kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze wizje koncertów, zaczęło się robić gorąco, bo nie mieliśmy nazwy i nie wiedzieliśmy, jak się przedstawiać. Propozycje były różne, głównie głupie. Maciek w końcu rzucił pomysł, że może by nazwać zespół Sun Control Device. Zupełnie nie mieliśmy pojęcia, skąd ten pomysł, ale zaakceptowaliśmy tę nazwę od razu. Potem dopiero Maciek wyjaśnił, że to tytuł utworu. Słuchałem go zresztą na YouTube i nie ma ma nic wspólnego z tym, co my robimy.

Czyli nie ma jakiegoś głębszego przesłania?

PJ: Nie. Nie ma żadnego głębszego przesłania.

W informacji prasowej na temat Waszej ostatniej EPki można przeczytać, że jesteście zespołem, który łączy cięższe granie z alternatywnym akcentem. Jestem więc ciekaw, czy wszyscy w zespole macie tak eklektyczne podejście do muzyki, że słuchacie wszystkiego – począwszy od muzyki  klasycznej aż po metal - czy część z Was słucha indie rockowych zespołów z Wielkiej Brytanii, a część na przykład Metalliki i Iron Maiden.

PJ: Słuchamy bardzo różnej muzyki. W samym zespole potwornie się różnimy, jeśli chodzi o inspiracje.  Ja z drugim gitarzystą – Maćkiem - słuchamy bardzo dużo metalu, w tym starego metalu.  Grający na basie Bartek słucha bardzo dużo alternatywnej muzyki i indie rockowych kawałków. Marek, a Ty czego słuchasz? Reggae, ska, jazzu?

No właśnie. Czego słucha perkusista?

Marek Adamek: Reggae, ska i jazz tylko gram [śmiech]. Zawsze byłem fanem cięższych brzmień i rocka jak na przykład Aerosmith - choć to w zasadzie jest blues rock – i AC/DC, a później klasyka heavy metalu – Iron Maiden, czy Black Label Society. Lubię przesterowane gitary.

PJ: Ale  wracając do tego, co powiedziałeś, eklektyzm to chyba trochę za dużo powiedziane, bo w ogóle z szufladkowaniem muzyki jest dziś potworny problem. Jak Ci powiem, że nie chcemy być zaszufladkowani, to będzie to przecież banał. Bardzo nam się zresztą podobała łata, którą nam przypiął jakiś gość, mówiąc że gramy crossover.

Zdaje się, że to dziennikarz radia wnet?

PJ: Tak, właśnie. Pozdrawiamy Jakuba. Crossover, to jest łata cudowna, ponieważ nic nie znaczy. Możesz pod nią podpiąć i Toma Waitsa, i Cannibal Corpse – ten drugi może mniej. Kiedy natomiast zaczynasz się zastanawiać nad konkretami – jaki dokładnie nurt stylistyczny na nas oddziałuje i jakie dokładnie zespoły, to zaczynają się problemy, bo  co byś nie wymienił, zawsze – nie tylko w naszym przypadku – jest wątpliwie. Różne gatunki w muzyce bardzo się ze sobą mieszają.

 

Ciekaw byłem tak naprawdę, czy w ogóle słuchacie kapel stricte indie rockowych,  ale już wiem, że Heineken Open’er Festival na Was nie zarobi.

Piotrek: Ja będę!

Marek: Ja pewnie też.

Piotrek, dowiedziałem się przed tą rozmową, że choć nie jesteś fanem Metalliki, to masz do niej sentyment z dzieciństwa. Wspominam o tym, bo napisałem w recenzji ostatniej EPki, że brzmieniowo przypomina mi ona album „Death Magnetic” Metalliki. Jest w tym jakieś ziarenko prawdy, czy absolutnie nie?

PJ: Absolutnie nie.

MA: Jeśli chodzi o brzmienie, to jest to odpowiedzialność zbiorowa - nasza i realizatora.

PJ: Ale jeśli udało nam się w 3 dni uzyskać brzmienie, które można postawić obok brzmienia „Death Magnetic” , to…

Nie wiem, czy można to odczytywać jako  komplement, skoro wielu fanów czepiało się brzmienia „Death Magnetic”.

PJ: „Death Magnetic” ma potwornie zjebane brzmienie, ale jeśli nam udało się przy drugiej EPce takie brzmienie uzyskać w trzy dni, a Metallica po 30 latach grania pracowała nad czymś takim parę miesięcy, to mówi samo za siebie [śmiech].

Cały czas próbuję się dowiedzieć, czy jest jakiś jeden zespół lub kilka, które ewidentnie wywierają na Was wpływ i możecie powiedzieć, że stanowią dla Was muzyczną inspirację?

PJ: Nie. Każdy z nas szuka w muzyce czegoś innego. Słyszeliśmy zresztą bardzo wiele porównań – na przykład do O.N.A., czy Closterkeller. Pojawiały się oczywiście dlatego, że mamy laskę na wokalu, więc jeśli jest laska na wokalu,  to trzeba porównywać z kimś, kto ma laskę na wokalu. Jak dla mnie, to w mojej muzyce w ogóle nie ma O.N.A., w ogóle nie ma Closterkeller, w ogóle nie ma Metalliki – a już na pewno nie z „Death Magnetic”.

Widzę, że bardzo zbulwersowało Was moje porównanie do „Death Magnetic” [śmiech].

PJ: Nie zbulwersowało. Raczej zaskoczyło.

A możecie podać z marszu największy komplement, jaki słyszeliście na temat tej EPki albo zespołu, który Was zaskoczył?

PJ: My nie zgadzamy się nawet z pozytywnymi recenzjami [śmiech].

 

A za brzmienie tej EPki odpowiada jakaś jedna konkretna osoba, czy cały zespół?

PJ: EPkę nagrywaliśmy w studiu DBX z Jackiem Melnickim. Brzmienie było naszą wspólną pracą, bo siedzieliśmy razem z Jackiem i dłubaliśmy – kombinowaliśmy, poprawialiśmy… Nie  ma jednej osoby, która za to odpowiada. Nie możemy powiedzieć, że to jest tylko nasza wizja jako zespołu, bo to brzmienie wyszło też w toku pracy.

Ostatnio mi powiedziałeś, że nie chciałbyś, aby EPka „Sun Control Device”  była kojarzona z poprzednią EPką – „...ab ovo”. Dlaczego? Wstydzicie się jej?

PJ: Nie, absolutnie nie. To zajebisty materiał. Świetnie się go gra na żywo i w ogóle nam się te kawałki nie nudzą. Nie chciałem, żeby się one myliły, ponieważ mają bardzo podobną konstrukcję. Pomijając fakt, że na obu są tylko trzy kawałki, obie zaczynają się numerem z rockowym pazurem. Drugim utworem jest numer kompletnie od czapy, z jakimiś fikuśnymi riffami i absurdalnym tekstem – krótkie i do poskakania. Zespół Kabanos ładnie to nazwał debilcorem i to jest właśnie trochę taki debilcore.

MA: Nie wiem, jak było w przypadku „Grzybów” z pierwszej EPki, bo nie było mnie jeszcze w zespole, ale utwór „Karaluchy” nie był gotowy jeszcze na dwa tygodnie przed wejściem do studia.

Czyli na spontanie?

MA: Tak, na spontanie. Ja nagrywałem tę piosenkę jako pierwszy i nie byłem pewien, czy nagrywam ją dobrze, ale ostatecznie wyszło świetnie.

PJ: A „Grzyby” z „..ab ovo” zostały nagrane w 20 minut i zaczęły się od basu, co było o tyle dziwne, że rzadko zaczynamy dogrywać kawałki do motywów basowych. A co do trzeciego utworu, to zawsze jest nim ballada – utwór dłuższy i bardziej rozbudowany. Tę konstrukcję uznaliśmy przy tylu numerach za najlepszą.

 

Czyli coś na każdą porę dnia – pierwszy utwór na rozbudzenie, kolejny jako tło do pracy lub nauki i na koniec coś do poduszki?

PJ: Coś w tym jest…

Najbardziej intryguje mnie jednak to, skąd wzięła się nazwa „…ab ovo”. Wiem tylko tyle, że z łaciny znaczy to „od jajka”, ale ciekaw jestem, czy z tą nazwą było podobnie jak z nazwą zespołu, że została gdzieś zasłyszana? Czy może jest w niej ukryty jakiś głębszy sens? Boję się odpowiedzi [śmiech].

PJ: Nie ma się czego bać. To znaczy po prostu „od jajka”, w wolnym tłumaczeniu „od początku”.

Czyli dlatego, że to była pierwsza EPka,  nazwaliście ją „od początku”?

PJ: Otóż to. Zresztą na okładce pojawiło się bardzo ładne, kurze jajko, stanowiące bardzo głęboką metaforę naszych początków.

Wszyscy jesteście z Warszawy?

PJ: Tak, wszyscy.

A jak często dajecie koncerty?

MA: Wcześniej dawaliśmy co tydzień albo nawet dwa razy w tygodniu. Teraz mamy trochę zastój, bo Maciek jest w Czechach, ale niebawem wraca.

PJ: Tak. Od końca wakacji ubiegłego roku do końca stycznia non stop graliśmy.

MA: A jak nie graliśmy, to nagrywaliśmy.

I kiedy powrót do tego cotygodniowego grania?

PJ: Powrót w maju. Bierzemy udział w dwóch fajnych, warszawskich imprezach.

MA: W zasadzie to będzie pół powrót. Maciek przyjedzie do Polski, zagramy kilka koncertów, później wróci do Czech i będziemy czekać na niego znowu.

PJ: Mówimy dla Overkilla, więc możemy zdradzić, że będziemy między innymi grać na Before Party, dzień przed koncertem Metalliki, w warszawskim klubie Tabu. Szykuje się zresztą dużo atrakcji z tym związanych.

I będziecie grać jako jeden z kilku zespołów?

PJ: Tak. Będzie dość duża gwiazda wieczoru, ale o tym na razie cicho sza. 10 dni później wystąpimy z kolei podczas Nocy Muzeów w Warszawie.

O! To ciekawa impreza…

PJ: Będzie duża impreza w warszawskim Mono barze. Całą noc będziemy napieprzać jakąś gitarową muzę – od funku po cięższe rzeczy.

Jeździcie na jakieś festiwale?

PJ: Zaczniemy jeździć w tym roku, bo mamy dużo porządniej wydany materiał i mamy też bardziej ustabilizowany skład. Przynajmniej taką mam nadzieję. Ubiegły rok minął pod hasłem zmian, głównie z powodu perkusistów. Kurwa mać.

MA: Mnie nie było wtedy w zespole, więc na mnie tak nie patrz [śmiech].

No chyba, że gitarzyście spodobają się czeskie dziewczyny albo za bardzo polubi czeskie piwo...

PJ: W ubiegłym roku mieliśmy tak naprawdę trzech gości na perkusji. Nie jesteś w stanie w takiej sytuacji zgłaszać się na poważniejsze imprezy, organizowane przecież z dużo większym wyprzedzeniem. Nie mając pewności, kto usiądzie za garami, możesz to robić tylko przy okazji koncertów lokalnych, organizowanych na szybko. Najlepszym przykładem jest Marek, który po trzech próbach wystąpił z nami przed Luxtorpedą.

Jak doszło do supportu przed Luxtorpedą?

PJ: Pomagałem organizować ten koncert. Zadzwonił do mnie któregoś razu kumpel z informacją, że jest do zrobienia temat pod tytułem koncert Luxtorpedy w Warszawie. No i zrobiliśmy ten temat razem z Luxtorpedą. Oni wzięli na siebie organizację, ja im pomagałem promować imprezę i dopinać szczegóły z pozostałymi kapelami.

A tak poza tym koncertujecie w innych miastach, czy tylko w Warszawie?

PJ: Na razie tylko w Warszawie i okolicach.

MA: Zdaje się, że najdalej dotychczas byliśmy w Żyrardowie.

Planujecie nagrać w tym albo następnym roku całą płytę?

PJ: Ambicje na całą płytę zawsze są. Nowy materiał już powstaje. Mamy też trochę materiału, który powstał już dawno i regularnie go gramy, ale jeszcze nie został zarejestrowany. Nie myślimy na razie o nagrywaniu całej płyty o tyle, że dopiero co wypuściliśmy nową EPkę. Plan jest na razie taki, żeby do tego, co już jest, dopisać trochę nowej muzyki, aby można było wydłużyć koncerty i zmienić trochę  ich charakter. Chcielibyśmy też zająć się stroną wizualną…

MA: Żeby koncert był czymś więcej, niż tylko odgrywaniem kawałków.

PJ: Przygotowujemy w tym momencie dużą, fajną wizualizację medialną, która będzie lecieć w tle danego seta. Chciałbym też zrobić w Warszawie dużą imprezę plastyczno-muzyczną, ale to na razie luźny pomysł, który dopiero zamierzam naszemu zespołowi przedstawić.

W takim razie powodzenia i dzięki za rozmowę.

Dzięki!